Stuhr i Stuhr

Tłumy ludzi w Sali Bursztynowej - znacznie większe niż na seansie "Marty Grall" zaprezentowanej tuż przed - oczekiwały na spotkanie z jego reżyserem Maciejem Stuhrem. Artysta wszedł na spotkanie i tak samo wyszedł - po angielsku, niemal niezauważenie.

Miłośnicy kina na festiwalu spotkali się z Maciejem Stuhrem w nowej roli reżysera i pedagoga. Jego najnowszy film „Marta Grall” – pokazany tuż przed spotkaniem – był bowiem pomyślany jako praca dyplomowa studentów 4. roku warszawskiej Akademii Teatralnej, gdzie artysta prowadzi zajęcia z przedmiotu „Praca z kamerą”. Projekt okazał się jednak wykraczać poza ramy zwykłego studenckiego zaliczenia.

-Choć jest to „tylko” projekt studencki, biorąc pod uwagę wszelkie ograniczenia i cel, w jakim powstawał, „Marta Grall” wypada naprawdę dobrze – pisze na łamach Wirtualnej Polski Karolina Stankiewicz. – Zwłaszcza, że to jeden z nielicznych polskich filmów w ostatnich latach, który tak szybko odpowiedział na bieżący problem społeczno-polityczny. Pewnie gdyby miał większy budżet i swobodę realizacyjną, mógłby wywołać burzę.

Aktor znany jest bowiem z jasno sprecyzowanych poglądów na temat aktualnej rzeczywistości. W filmie jednak – który dotyczy problemu rozgrywającego się na granicy polsko – białoruskiej – te poglądy wybrzmiewają, ale nie nie dominują, są częścią polifonii. Stuhr, który również był – razem z Adamem Kasjaniukiem – autorem scenariusza, starał się, by każdy ze studentów miał równorzędną rolę. Postacią spajającą je wszystkie jest psycholog. W tej roli sam Stuhr. Pracuje on ze studentami dziennikarstwa przeżywającymi traumę po stracie koleżanki, która zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach.

„Marta Grall” nie daje jasnych odpowiedzi, wciąż myli tropy i przerzuca uwagę widza na kolejne wątki, komplikując całą sprawę – pisze Stankiewicz.

„Całą sprawę” komplikuje również fakt, że obecni na spotkaniu z Maciejem Stuhrem w znacznej większości nie widzieli tego filmu z powodu braku miejsc i nie wiadomo, czy będą mogli go zobaczyć w najbliższej przyszłości. Film bowiem może być pokazywany tylko i wyłącznie nieodpłatnie dla widzów i jako taki na razie prezentowany jest na festiwalach.

Mimo to spotkanie było nie tylko rozmową prowadzącej spotkanie Grażyny Torbickiej z reżyserem Maciejem Stuhrem, nie brakowało pytań od publiczności, która specjalnie dla nie go pojawiła się w Kazimierzu z wielu zakątków Polski.

Całe spotkanie można obejrzeć tutaj>>>

Czytaj także: Dwa Brzegi mimo wszystko>>>
Czytaj także: Stolico, pamiętamy>>>
Czytaj także: Dwa Brzegi na Lubelskiej>>>
Czytaj także: Sztuka na Dwóch Brzegach>>>

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Odwiedź nas na Facebook2k