Z kazimierskiej teki: praśport jest żółty i zielony

„Praśport jest? – zapytał mnie ostro jeden z dwóch strażników. Pokazałem mu urlop szkolny. -Łzes, praśport jest żółty i zielony. – Złaź.” Taki dialog zapisał Aleksander Świętochowski w swoim pamiętniku blisko sto lat temu. Gdzie to było?

W kolejnym materiale z cyklu „Z kazimierskiej teki Adama Konasa” opowiemy o powstaniu styczniowym widzianym oczami Aleksandra Świętochowskiego. Asa polskiego dziennikarstwa przełomu XIX i XXw., który dzieciństwo spędził w Kazimierzu.

Leon Frankowski w Kazimierzu

Leon Frankowski. Niespełna dwudziestoletni komisarz powstańczy na Lubelszczyznę 22 stycznia 1863r. Zorganizował w Kazimierzu oddział powstańczy złożony w około 800 ochotników, głównie studentów Instytutu Politechnicznego i Rolniczo-Leśnego w Puławach, ale i chłopów. Tu, w Miasteczku, uroczyście proklamował Rząd Narodowy i dekret o uwłaszczeniu chłopów. Stąd powstańcy pod wodzą Frankowskiego dokonywali wypadów przeciw okolicznym garnizonom i patrolom rosyjskim. Podczas jednego z nich zdobyli 48 tys. rubli. Mimo słabego uzbrojenia. Wtedy Frankowski wygłosił słynną mowę, która trafiła na łamy europejskiej prasy:
-Na co wam broń? Z kijami dobędziecie na Rosjanach karabiny, z karabinami armaty, a z tymi Modlin i Warszawę.

Postać tego powstańca upamiętnił w swoich zapiskach Aleksander Świętochowski, dramaturg, prozaik, krytyk literacki, historyk, filozof, działacz społeczno-oświatowy i wybitny ideolog epoki pozytywizmu.

Adam Świętochowski miał zaledwie 14 lat, gdy wybuchło powstanie styczniowe. Nie poszedł walczyć, był zbyt wątłego zdrowia. W tym czasie – gdy „szkoła uległa rozprzężeniu” – starał uczyć się samodzielnie w domku położonym w ogrodzie wylągowskiego dworu.

Powstanie styczniowe nie ominęło jednak Kazimierza. Chociaż nie było tu żadnej bitwy, to tu właśnie było centrum koncentracji wojsk powstańczych już 22 stycznia 1863r. To tu – co prawda tylko przez niewiele ponad tydzień – w budynku dawnego magistratu była siedziba zwierzchnika powstańczych sił zbrojnych na Lubelszczyźnie – młodziutkiego Leona Frankowskiego. Jego postać zapadła Świętochowskiemu w pamięci nie tyle z czasu początkowego formowania się oddziałów powstańczych, pełnego wiary w wygraną, ile z czasu po klęsce kazimierskiego oddziału pod Słupczą.

Powieszono go na placu przed trybunałem

-Pewnego dnia usłyszałem miarowy tupot jakiegoś przechodu przed naszym domem [na ulicy Nadrzecznej – przypis redakcji – Rodzina Świętochowskiego miała dwór na Wylągach, ale na co dzień w czasie roku szkolnego mieszkała w centrum Kazimierza]. Ujrzałem przez okno widok straszny: śród kompanii wojska rosyjskiego szedł, potykający się młody człowiek i w tej chwili właśnie żołnierz uderzył go kolbą karabinu w twarz, z której bryznęła struga krwi. Powiedziano mi, że był to ów powstaniec zabrany w Solcu[!] i że się nazywa Frankowski. Powieszono go na placu przed trybunałem w Lublinie. Po 66 latach ten wstrząsający obraz tkwi żywy w mojej pamięci – wspomina Świętochowski w pamiętniku, mylnie tylko podając miejsce rozbicia partii Frankowskiego, którego faktycznie pojmano pod Słupczą.

Było to 11 lub 12 lutego 1863r. A więc około 10 dni po opuszczeniu Kazimierza przez powstańców, którzy nie zdecydowali się podjąć z Rosjanami bitwy w Miasteczku i na wieść o zbliżających się oddziałach rosyjskich wyruszyli na południe.

Że to nie sen, że istotnie widzę wojsko polskie

Po raz kolejny Świętochowski widział powstańców w sierpniu tamtego roku. 4 czy 5 sierpnia 1863r. w Kazimierzu zatrzymała się duża partia pod dowództwem Kruka – Heydenreicha, składającej się z oddziałów: Krysińskiego, Kruka, Wagnera, Jankowskiego, Grzymały, Jarockiego, Lutyńskiego i Ruckiego. W sumie około tysiąca polskich żołnierzy, którzy odpoczywali tu kilka dni przed zwycięską bitwą pod Żyrzynem 8 sierpnia.

-Dotychczas nie widziałem wojska polskiego – wspomina Świętochowski. – Gdy, stojąc przy drodze, zobaczyłem pierwsze szeregi konnicy, przybiegłem do najbliższego żołnierza i dotknąłem ręką jego kolana. Spojrzał na mnie zdziwiony, bo nie zrozumiał mojego ruchu. A ja uczułem nagle potrzebę przekonania się, że to nie sen, że istotnie widzę wojsko polskie. Po parodniowym postoju wyszło w kierunku Puław, a nazajutrz usłyszeliśmy stłumiony huk armat. Były to odgłosy bitwy pod Żyrzynem, gdzie prawie zupełnie została wybita rota rosyjska, konwojująca znaczną sumę pieniędzy, które powstańcy zabrali.

Praśport jest żółty i zielony

Jesienią Świętochowskiemu udało się zdać pomyślnie egzaminy do klasy piątej i wrócił do gimnazjum w Lublinie. Ukończył je jako siedemnastolatek w 1866r. Zanim to się jednak stało, pod koniec powstania miał miejsce pewien incydent.

-Przy końcu powstania, jadąc do rodziców na Wielkanoc, zatrzymany zostałem w nocy na rogatce wiejskiej, przy której ustawiona był warta chłopska – wspomina Świętochowski.
-Praśport jest? – zapytał mnie ostro jeden z dwóch strażników. Pokazałem mu urlop szkolny.
-Łzes, praśport jest żółty i zielony (takie miał paski). – Złaź.
Zaprowadzono mnie po grząskiem błocie roztopu wiosennego do sołtysa, który spał. Obudzony, wyszedł z latarką, przyjrzał się papierowi, którego widocznie nie umiał odczytać, i rzekł:
-Głupiśta. Dobry. Puścić.

Czy było to w Kazimierzu? Raczej nie. Nie tylko dlatego, że sołtys nie rozpoznał syna miejscowego nauczyciela. Głównie dlatego, że na terenie dawnych dóbr książąt Czartoryskich – a więc i Kazimierza, będącego onegdaj prywatnym miastem księstwa – chłopi sympatyzowali z powstańcami, traktując Moskali jako wrogów. Młody Świętochowski miał jednak szczęście.

Kiedy powstanie upadło, rodzina Świętochowskich opuściła Kazimierz, przeprowadzając się do Lublina.

Z kazimierskiej teki Adama Konasa

Mogliśmy o tym napisać dzięki pasji poszukiwawczej Pana Adama Konasa z Parchatki, który podesłał do naszej redakcji czasopismo Ziemia 1935>>> rocznik 25 nr 8, niemal w całości poświęcone Kazimierzowi.

Czytaj także:

Republika Kazimierska>>>
W styczniową noc>>>
1 listopada z ojcem Gałuszkiewiczem>>>
Pamiętamy o powstańcach styczniowych>>>
Z kazimierskiej teki: Kazimierz Aleksandra Świętochowskiego>>>
Z kazimierskiej teki: Kazimierz 1930>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *