W styczniową noc

W styczniową noc wybuchł zryw mający ratować Polskę od zaborcy. Z 22 na 23 stycznia 1863 roku powstańcy rozpoczęli walkę. Powstanie Styczniowe było najdłuższym i największym z polskich powstań narodowowyzwoleńczych. Trwało 19 miesięcy, a w tym czasie odbyło się ponad 1200 bitew i potyczek. W sumie po stronie polskiej walczyło 150-200 tysięcy ludzi. Zginęło 20-30 tysięcy powstańców, a około tysiąca zostało straconych. Blisko 40 tysięcy osób wywiezionych zostało na Syberię. Kolejnych 10 tysięcy emigrowało. Ponad półtora tysiąca rodzin straciło swoje majątki. Kasacie uległy klasztory, wiele miast utraciło prawa miejskie. Przestały istnieć Królestwo Polskie, Bank Polski i Szkoła Główna Warszawska. Rozpoczęła się intensywna rusyfikacja.

Ci, o których nie piszą

W powstanie zaangażowanych było ponad 350 tysięcy osób. Byli to oczywiście przywódcy powstania, żołnierze, ale i ludzie zbierający fundusze, przewożący broń, opatrujący rannych, ukrywający zbiegłych, opiekujący się rodzinami powstańców. Ich nazwiska nieczęsto pojawiają się na kartach historii. Wśród nich było wiele kobiet.

Cicha bohaterka

To właśnie jedną z takich cichych bohaterek odnalazła i opisała Maria Złotorzycka w książce „O kobietach – żołnierzach w powstaniu styczniowym”. Była to mieszkanka naszego regionu Elżunia Muellerówna (Müllerówna) z Końskiej Woli. Jaka była? Młoda, piękna i patriotyczna. Miała lat 18, była wysoka, zgrabna, z ciemnymi włosami w falach i niebieskimi oczami. Idealizująca historię Polski, pełna ideałów i chęci do walki o zniewoloną ojczyznę. Energiczna, z żywym umysłem, z ogniem mówiła o walce o wolność Ojczyzny. Marzyła o udziale w walce zbrojnej.

Była córką Polki i niemieckiego osadnika. Wcześnie straciła rodziców. Wychowywała się u dziadka ze strony ojca. Stary Müller prowadził w Końskowoli zajazd. Właśnie w tym zajeździe kwaterowała bateria artylerii carskiej. Dziewczyna poznała tu jednego z oficerów – Polaka, Feliksa Szukiewicza. Był on w tym czasie tylko cichym zwolennikiem powstania. Należał do związku woskowego, ale jak sam twierdził, do pracy konspiracyjnej się nie nadawał. Był żołnierzem. Dzięki niemu poznała Władysława G, który w czasie powstania miał objąć dowództwo nad młodzieżą z puławskiego Instytutu Politechnicznego. Jeżdżąc do Puław odwiedzał Szukiewicza w Końskowoli przekazując mu informacje o planowanym powstaniu, a może i chcąc spotkać Elżbietkę, która go tak zauroczyła.

Ratunek przed rzezią

Powstańcy musieli mieć broń. Stąd plany ataków na oddziały rosyjskie. Tak było i w naszym regionie. Studenci z Puław mieli zaatakować po ciuchu oddział w Końskowoli. Ktoś zdradził. Wyjawił dowódcy baterii artylerii carskiej stacjonującej w Końskowoli, plany studentów. Bateria szykowała się do walki, a atak powstańców mógł się udać tylko z zaskoczenia. Przerażony Szukiewicz przekazał tę informację Elżuni. Dziewczyna niewiele myśląc pobiegła w poszukiwaniu oddziałów powstańczych. Pobiegła w styczniową noc.

Powstańców znalazła i wiadomość przekazała. Przemoczona i zziębnięta wróciła do domu. Niestety przypłaciła tę wyprawę gorączką i zapaleniem płuc, które skończyło się śmiercią.

A losy Powstania Styczniowego na na naszym terenie, a przede wszystkim losy młodych powstańców, byłyby zapewne inne, gdyby nie bohaterska 18-latka z Końskowoli. Elżbieta udaremniła masakrę powstańców.

A Szukiewicz? Nie został w wojsku rosyjskim. Przyłączył się do powstania i walczył w powiecie augustowskim. Po upadku zbrojnego zrywu wyemigrował z rodziną do Szwecji. Szukiewiczowie powrócili do Polski w 1872 roku i osiedli w Krakowie. W 1913 roku powstaniec opisał historię Elżuni we wspomnieniach, drukowanych w odcinkach w krakowskim „Czasie”.

Czytaj także:
Pamiętamy o powstańcach styczniowych>>>
Republika kazimierska>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *