Kazimierz co roku gromadzi się na rynku, by uczcić kolejne rocznice wybuchu powstania warszawskiego. Bez zbytniego patosu, od serca. Tak było i w tym roku.
Rocznica pamiętnej Godziny W w Kazimierzu. Przełom festiwalu Dwa Brzegi. Początek sierpnia. Połowa wakacji.
Kazimierz od kilkunastu lat najczęściej w upalne popołudnie gromadzi się w sercu Miasteczka, by oddać hołd powstańcom warszawskim. Wspólnie trzymana biało – czerwona długa flaga. Dźwięk strażackiej syreny. Ludzie w ogródkach kawiarnianych w postawie na baczność. Śpiewane – także wspólnie, jak kto potrafi – powstańcze piosenki. To wzrusza…
Poruszają też słowa głównego organizatora upamiętnienia.
-Nie chodzi nam o spory historyczne, które będą zawsze, czy było trzeba, czy nie trzeba. My czcimy tych ludzi, którzy pragnęli wolności, którzy wolnej Polski pragnęli. Z tej wolnej Polski wypada nam się cieszyć. Tu w Kazimierzu obchodzimy wiele takich smutnych rocznic: Wspominamy krwawą środę, zagładę Żydów kazimierskich, jest z nami Henryk Kozak prezes Stowarzyszenia Wołyński Rajd Motocyklowy, który przypomina o wydarzeniach z Wołynia – mówi Marcin Pisula, wiceprzewodniczący Rady Powiatu Puławskiego, nauczyciel historii w Gminnym Zespole Szkół. – Wspólnym mianownikiem tego całego zła jest zapatrzenie w samych siebie. Są to nacjonalizmy. Skrajne nacjonalizmy, które doprowadziły do tych wielu nieszczęść. Dlatego przestrzegam: nacjonalizm to nie patriotyzm.
W uroczystościach oprócz licznie zgromadzonych mieszkańców i gości wzięli udział przedstawiciele władz samorządowych z wiceburmistrzem Bartłomiejem Godlewskim. Obecna też była delegacja straży pożarnej z KSRG OSP Kazimierz Dolny. Organizator uroczystości: Marcin Pisula.
1 sierpnia 1944 r. wyruszyli na pomoc walczącej stolicy
Pomijając współczesne oceny zrywu powstańczego – z perspektywy czasu zawsze oceniać jest łatwiej – nie można nie zauważyć powszechnego entuzjazmu, z jakim młodzi szli do powstania.
-My byśmy i tak poszli. Nie czekalibyśmy na rozkazy – powołując się na rozmowy z powstańcami warszawskimi mówił o tym entuzjazmie powstańców warszawskich Marcin Pisula.
To ten entuzjazm połączył żołnierzy AK pochodzących z podkazimierskiego Skowieszynka i okolic Opola Lubelskiego, który 1 sierpnia 1944 r. wyruszyli na pomoc walczącej stolicy. Około półtora tysiąca ochotników pod dowództwem kpt. Woli zgrupowało się na tzw. Łysej Górce na Skowieszynku i przez Węgierzec, Celejów i Karmanowice ruszyło w kierunku Warszawy. Pieszo, furmankami, autem. Nie dane im było jednak w powstaniu walczyć.
Już w okolicy Karmanowic powstańcy natrafili na Sowietów, którzy uniemożliwili im dalszy marsz, m.in. rekwirując konie. Wrócili więc już następnego dnia.
-Dwa nazwiska znam – mówi mieszkaniec Skowieszynka Andrzej Markowski – to Antoni Kubiś z mojej wsi i brat stryjeczny mojego ojca Edward Markowski, który potem zaliczył „obóz NKWD” w Skowieszynku. Sowieci przetrzymywali jego i innych „na dołku” – w jamach ziemnych, ale wyszedł. Poszedł do wojska na front i wrócił szczęśliwie do domu.
Jak podaje Markowski, powołując się na wspomnienia swojego ojca, 4 sierpnia planowano kolejne znacznie większe zgrupowanie – około 4 tysięcy ludzi. Jednak w związku z niepowodzeniem pierwszej wyprawy, nie doszło ono do skutku.
Źródło: Anna Ewa Soria Powstanie Warszawskie. Pamiętamy>>> www.KazimierzDolny.pl z dnia 2 sierpnia 2017r.
Więcej zdjęć>>>
Materiał wideo>>>
Czytaj także:
Stolico, pamiętamy!>>>
Warszawo, Kazimierz pamięta!>>>
Upamiętniono Godzinę W>>>




