Tłusty czwartek to początek końca… karnawału. W karnawale bawiono się, wyprawiano bale, zabawy, kuligi. Niektórzy, za czas zabawy, zapustów uważali tylko ostatnie dni karnawału, ostatki. Trwały one od tłustego czwartku do środy popielcowej. Trzeba było się wybawić przed Wielkim Postem.
Żarciki
W smutny czas zimy młodzi ludzie na wsi nudzili się. Nie było pracy w polu. Często unieruchamiał ludzi mróz i śniegowe zaspy. Ten finał karnawału był czasem na zabawę i żarty. Zdarzało się wtedy, że wnoszono na dach wóz albo blokowano drzwi, aby nie można było wyjść z domu. Jeśli jakaś młoda para w karnawale się nie pobrała, układano słomę na ścieżce od domu panny do kawalera, a na słupie wieszano słomianego przebierańca, aby napiętnować słomiany zapał kawalera.*
Tłusty czwartek
Kiedyś w czasie Wielkiego Postu odmawiano sobie smakołyków, słodkości i potraw bardzo tłustych. Dlatego w ostatnich dniach karnawału królowały potrawy smaczne i tłuste. Najbardziej charakterystyczne są słodkości: pączki, faworki, nazywane też chrustem, oraz róże.
W tłusty czwartek królowały i królują pączki! Tak też jest w Kazimierzu.
-Pączki smażono oczywiście w restauracyjnej kuchni. Nadziewane były powidłami, również własnego wyrobu z kazimierskich śliwek – wspominał Michał Zakrzewski – wnuk Aleksandra Berensa, twórcy słynnej restauracji w kazimierskim Hotelu Polskim na spotkaniu Towarzystwa Przyjaciół Kazimierza 21 lutego 2004r.
Każdy ma te swoje ulubione pączki. Jedni lubią te ze Zgody, inni od Sarzyńskiego. Są też tacy, którzy uznają tylko i wyłącznie wyroby domowe. I o tych opowiemy.
Pączki babci Jadzi
Z wiekiem ludzie robią się sentymentalni. Zwalniają tempo życia. Ja w ramach popadania w sentymenty postanowiłam upiec pączki. Nigdy nie robiłam tego sama. Dawno temu piekłam je z ukochaną babcią. Nie były tak puszyste jak te z cukierni, trochę jakby wyrośnięte ciasto drożdżowe, nieco ciemniejsze niż te od profesjonalistów, ale smak miały niebiański. I im starsze, tym były smaczniejsze. Może to po tym zostało mi, że moje ulubione pączki są czerstwe?
Po babci chciałam odziedziczyć obraz i książkę kucharską. Na obraz musiałam poczekać, książkę zabrałam zaraz po śmierci babci, bo w rodzinie wielkich zapędów kulinarnych nie było.
I pączki oczywiście postanowiłam przygotować według przepisu z książki. Książka, jak i babcia, przedwojenna. Babcia jako młoda nauczycielka zabrała ją na swoją pierwszą posadę do wsi Basonia na Powiślu Lubelskim. A był to rok 1933. Książkę „Jak gotować” napisała Marja Disslowa, była dyrektorka lwowskiej szkoły gospodarstwa domowego. Tomisko ma swoją wagę, 870 stron i… kolorowe ilustracje!
Pączki bardzo dobre
Przepisów na torty w książce Disslowej jest ponad 100. Przepisów na pączki tylko 8. W tym na te klasyczne – tylko 2. Według autorki „Dobry pączek powinien być w miarę duży, w miarę wysmażony, pulchny i elastyczny a naciśnięty dłonią podnieść się powinien napowrót” (pisownia oryginalna).
Do wyboru miałam Pączki Gospodarskie – gdzie używa się zarówno żółtek jak i jaj oraz Pączki Bardzo Dobre z samymi żółtkami. Wybrałam oczywiście te Bardzo Dobre, licząc, że nazwa przełoży się na jakość słodyczy.
PĄCZKI BARDZO DOBRE WG MARII DISSLOWEJ
1/2 kg mąki
3 dkg drożdży
6 żółtek
8 dkg cukru (choć mniej słodkie pączki mniej się podobno przypalają, w moim przypadku – nie zjem ciasta na surowo)
10 dkg masła
łyżka stołowa rumu
1/4 litra mleka
łyżeczka soli
cytrynowa skórka,
konfitury
Do smażenia: 1 kg smalcu
Do pudrowania: cukier z wanilią
Wykonać drożdżowe ciasto zwyczajnym sposobem, gdy urośnie, nabierać łyżką 3dkg wagi, maczać palce w maśle, rozpłaszczyć ciasto, nakładać konfitury do środka, zebrać ciasto i ucisnąć palcami, by się utworzyła okrągła bułeczka, kłaść zasklepioną stroną na pomączoną serwetę. Gdy pączki podrosną, obrócić na drugą stronę. Spróbować, czy ciasto rumieni się, poczem wkładać do smalcu po kilka pączków, by swobodnie pływały i stykały się. Kładzie się stroną, która leżała na serwecie do góry, przykryć pokrywą i wolno smażyć na niezbyt silnym ogniu; zrumienione pączki obrócić widelcem i smażyć z drugiej strony, nie przykrywać pokrywką, przez co dostaną ładnej, jasnej obrączki; usmażone ocukrować. Z tej ilości będzie 32 sztuki.
Ps. Nie muszę chyba pisać, że pączki babci Jadzi były i tak lepsze.
*Ze wspomnień Piotra Lasoty z Karczmisk Drugich – Teatr NN
Czytaj także:
Na wigilijnym stole>>
Klasztorne smaki w Kazimierzu Dolnym>>>



