Szlakiem Adalberta

Jest rok 997. Biskup praski Wojciech Sławnikowic płynie Wisłą do dalekich Prus z misją ewangelizacyjną. Droga z Krakowa, gdzie spotkał się z księciem Bolesławem, daleka. Zmęczenie daje się duchownemu we znaki, zwłaszcza, że ciągle jest w drodze. Szczególnie rok 96r. był czasem nieustannych podróży – Włochy, Francja, Niemcy, Węgry. Ciągła wędrówka. I tylko do domu wrócić nie można. W Pradze wciąż zagrażają mu ludzie, którzy wymordowali większość jego rodziny. Teraz więc kolejna misja i kolejny kierunek: Prusy. Droga wiedzie w znacznej mierze przez Polskę. To dlatego spotkanie z jej władcą Bolesławem, który obiecał mu wszelką pomoc w realizacji misji, zaplanowanej wspólnie z cesarzem Ottonem III.

Św. Wojciech w Górze Puławskiej

Teraz te spotkania, ustalenia w Krakowie są już odległą przeszłością. chociaż nie przebył jeszcze nawet połowy drogi. Wisłą podróżować łatwiej. Bezpieczniej, wygodniej, szybciej. Ale też trzeba robić przystanki. Choćby po to, by rozprostować kości. Uzupełnić prowiant. Odprawić mszę. Co ląd, to ląd. Daje pewność. Umacnia. Czas więc na kolejny przystanek. Zielony brzeg rzeki nie różni się niczym od poprzednich miejsc takich odpoczynków. Ale najpierw missa.

– Św. Wojciech, który dobił do brzegu na kępę lub wyspę z towarzyszami podróży, rozbił tam obozowisko. Jednak mszę św. odprawił w innym, bardziej widocznym miejscu, takim, by okoliczna ludność mogła zobaczyć wielkość i świętość Jezusa Chrystusa. Należy bowiem podkreślić, że wiara i chrześcijaństwo jeszcze nie okrzepły, a zwyczaje pogańskie były dość powszechnie praktykowane. Z brzegu Wisły widać było wzniesienia i na jednym z nich, na wielkim głazie, odprawił prawdopodobnie pierwszą mszę św. na tych ziemiach – czytamy w wydawnictwie Towarzystwa Przyjaciół Góry Puławskiej „Ecclesia Dei 1020-2015, czyli przyczynek do historii kościoła i parafii w Górze Puławskiej”. – Na pamiątkę tego wydarzenia postawiono krzyż.

Kołtun na św. Wojciecha

Według innej wersji legendy głaz był miejscem idealnie nadającym się nie tyle na ołtarz Pański, ile na miejsce odpoczynku. Tak czy inaczej, kiedy św. Wojciech został przez Prusów zabity, spod kamienia wytrysnęło źródło, którego woda leczyła choroby oczu i… kołtun! Sklejone włosy noszono na głowie z pokorą i nie obcinano ich w obawie przed ślepotą i… diabłem!

-Kołtun można było ściąć tylko w dniu świętego Wojciecha i złożyć pod krzyżem. Jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego wieku ks. Wiśniewski pisał o tym zwyczaju tak: W Klikowskim lesie należącym do p. Lipskiego, stoi drewniany krzyż, do którego na św. Wojciecha schodzą się z dalekich nawet okolic chorzy na kołtun i tu całe worki kołtunów wraz ze skromną ofiarą zostawiają, wierząc w skuteczność uzdrowienia w tym dniu i miejscu – czytamy dalej w „Ecclesia Dei„. – Głaz się nie zachował, a źródełko wyschło.

Dziś nie ma w tym miejscu ani źródełka, ani kołtunów. Głaz natomiast – przypominający stół ołtarzowy albo sofę – jest. Obok wysoki krzyż. Świadectwo misji chrystianizacyjnej św. Wojciecha i jego pobytu w Jaroszynie, jak onegdaj zwali Górę Puławską. O tamtych czasach przypomina także murowany kościół św. Wojciecha z XVIIIw., który zastąpił wcześniejsze, drewniane, zabierane kolejno przez wylewającą cyklicznie Wisłę. I dzwon Wojciech ufundowany w 1927r. przez Wandę Lipską, kuzynkę dziedziców z Klikawy. I ulica św. Wojciecha, która prowadzi z kościoła do kamienia w lesie porastającym wzniesienie zwanym „Górki plebańskie”.

Cmentarz z Wielkiej Wojny

I tu historia średniowieczna zbiega się w tą nowożytną. Bo po drodze do kamienia św. Wojciecha napotykamy cmentarz z Wielkiej Wojny.

-Góra Jaroszyńska czyli Puławska. Odbyła się tu bitwa między wojskami rosyjskimi i austryackiemi w pierwszych dniach października (1914 r.). Rosyanie, podejrzewając, że Austryacy na wieży kościelnej urządzili sobie punkt obserwacyjny, bombardowali kościół, wskutek czego świątynia bardzo dużo ucierpiała, bo został w niej zniszczony chór z organami, dach, sklepienie, ołtarze, nadwyrężone ściany. Proboszcz ks. Józef Jarzyński wraz z dozorem kościelnym ocenili szkody w kościele na 20 000 rubli. Szkody swoje osobiste i służby kościelnej proboszcz ocenia na 4000 rubli. Szkody wyrządzili mu Austryacy i Niemcy, zabierając i niszcząc wszystko, co im w ręce wpadło. Wojska nieprzyjacielskie zachowały się względem miejsca świętego i rzeczy świętych nie przystojnie. W kościele urządziły lazaret i skład różnych narzędzi, rabowały rzeczy kościelne. Proboszcz na czas walki był zmuszony wyjechać na drugą stronę Wisły do Garbowa i miasteczka Końskowoli. Nabożeństwo odprawia się w Górze Puławskiej w zakrystyi, która mniejszemu niż sam kościół uległa spustoszeniu – czytamy w Kronice Diecezji Sandomierskiej ze stycznia 1915 roku.

Ci, którzy w tych walkach zginęli i ci, którzy zmarli od ran w kościelnym lazarecie, znaleźli to samo miejsce wiecznego spoczynku. 1500 żołnierzy pochowano w 194 mogiłach zbiorowych i pojedynczych, prawdopodobnie w cieniu nie tylko leśnych drzew, ale również kaplicy. Dziś nie ma śladu ani po grobach, ani po budynku. Na niewielkim placyku otoczonym murkiem stoi jedynie drewniany krzyż i tablica informująca, że jest to cmentarz z I wojny. Żadnych nazwisk, stopni wojskowych czy nawet NN – żołnierz nieznany. Dziś wszyscy – Austriacy, Węgrzy, Niemcy – są tu nieznani… Błogosławi im św. Wojciech.

32. Rajd Adalbertowy organizowany przez oddział PTTK w Kazimierzu wyrusza 18 maja. Do 15 maja można zgłaszać chęć uczestnictwa. Zgłoszenia imienne z podaniem trasy należy przesyłać lub składać (na załączonych „kartach zgłoszenia”) do Biura Oddziału PTTK: Rynek 27, 24-120 Kazimierz Dolny (tel./fax 818810046) jednocześnie opłacając wpisowe: 22,00 zł młodzież ucząca się, w tym studenci, 27,00 zł pozostali turyści. Wpisowe należy wpłacać w Biurze Oddziału PTTK w Kazimierzu Dolnym – gotówką lub na konto: 76 8731 0001 0000 1573 2000 0014 Bank Spółdzielczy w Kazimierzu Dolnym, Oddział PTTK, Rynek 27, Kazimierz Dolny.

Trasa św. Wojciecha>>>

Czytaj także:
Rajd Adalbertowy>>>
IV Rajd Murki>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *