Święto pękania lodu

Mimo, że temperatury spadają, śniegowego puchu przybywa, daleko tej zimie do tych, które pamiętają starsi Kazimierzacy. Dziś napiszemy o jednej z nich.

Brzeg Wisły jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Kazimierzu. Także zimą. Nie brak tu ludzi, którzy mimo mroźnego wiatru chcą sprawdzić: zamarzła, czy nie zamarzła?

Wisła jednak wciąż płynie. Białe wianki, które zwykle zwiastują pojawienie się pokrywy lodowej, dalej płyną, chociaż węższym korytem, bo na środku rzeki uformowały się na wysokości Miasteczka białe połacie cienkiego lodu.

Na to, by można było przeprawić się na druga stronę rzeki – jak to niegdyś bywało – suchą stopą czy saniami, nie ma jednak co liczyć. Prognozy pogody przepowiadają bowiem… wiosnę w środku zimy! W drugiej połowie stycznia niemal wszędzie – jak prognozuje portal Twoja Pogoda – termometry pokażą powyżej 5 stopni, a na zachodzie i południu co najmniej 10 stopni. 

Bielejąca śniegiem i szeleszcząca lodem Wisła niedługo powróci do swoich szaro – burych kolorów, bo i słońca ma być mniej, a zachmurzenie większe.

Kiedy zimy były jednak sroższe, Wisła zamarzała. Stawała się nie tylko źródłem radości miłośników łyżew, którzy szusowali na zamarzniętych oczkach wśród wikliny. Była także źródłem lodu, który wycinano z rzeki całymi taflami i który trafiał potem do przydomowych i przemysłowych lodowni. Jak gruby był ten wiślany lód wiedzą doskonale ci, którzy pamiętają obrazki z życia rzeki, kiedy ta wiosną ruszała!

-Pamiętam, jak był zator, ogromne grube kry leżały na brzegu a ja mam na nich zdjęcie – czytamy wspomnienia jednej z internautek w mediach społecznościowych.

Święto pękania lodu

Takie obrazki wywoływały niepokój wśród Kazimierzaków, bo zwiastowały nierzadko powodzie. Mieszkańcy wylegali masowo nad rzekę i przez parę godzin obserwowali łamanie się pierwszych lodów. Przed drugą wojną światową, gdy klimat był surowszy, działo się to zazwyczaj na wiosnę. Ryszard Żółtowski, w okresie przedwojennym i tuż powojennym kierownik warsztatów w szkole stolarskiej działającej na terenie obecnego Zespołu Szkół im. Jana Koszczyca Witkiewicza, nazywał te obserwacje „świętem pękania lodu na Wiśle”.

– Było to jakby pierwsze powitanie wiosny. Był to jej pierwszy powiew, którego ludzie nie mogli spokojnie przeżyć w mieszkaniach i musieli wyjść na jej spotkanie. Witali ją wszyscy, kto tylko miał cxas. Starsi z zadumą poważnie obserwując łamanie się kry i wróżąc możliwość tworzenia się zatorów. Młodzież z krzykiem i skakaniem na pobliskie kry – wspominał Żółtowski. – Całkowite oczyszczenie się Wisły z kry trwało kilka dni.

Mimo mroźnej pogody wszystko wskazuje na to, że i w tym roku nie doczekamy się takiego święta. Może to i dobrze.

Czytaj także:

Gdzie na łyżwy?>>>
Zima na bis>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *