Wracamy do tradycji niedługich pieszych spacerów. Tym razem zapraszamy do Bochotnicy. Będą wąwozy, a jakże! Trasa niedługa, na wczesny poobiedni spacerek, bo zmrok zapada teraz wcześniej, ale półtorej godziny w zupełności wystarczy na zamknięcie naszej bochotnickiej pętelki.
Jeżeli chcecie przewietrzyć głowę, zdjąć z barków ciężar codziennych uwikłań, ten spacer jest dla Was. Z Kazimierza można tu dotrzeć autem lub nawet pieszo. W końcu to naprawdę niedaleko.
Wąwóz na Zanussich błyszczy od opadłych mokrych liści. Ukutane w oleiste brązy, są gotowe, by wchłonął je las. Głębocznica utwardzona płytami pnie się pod górę. Lekka zadyszka utrudnia rozmowę. Może to i dobrze, bo można skupić się na zapachach późnej jesieni. Tak pachną drzewa, które do wiosny przygotować się muszą na przyjęcie nowych liści na swoich i nowych roślin pod nimi.
Na Zanussich
Wąwóz na Zanussich bierze swą nazwę od jego najsłynniejszych lokatorów. Tu na uboczu pomiędzy dwoma wąwozami: na Kogutka i tego nazwanego ich imieniem pobudował swój letni dom reżyser Krzysztof Zanussi z żoną. Nie było to jednak miejsce, które by polubiło reżysera. Kilkakrotne kradzieże sprawiły, że Zanussi sprzedali ten dom, ale to nie był koniec ich związków z Bochotnicą. Z ich fundacji powstała w Bochotnicy w pobliżu szkoły kaplica św. Ducha uroczyście poświęcona w 2017r. Jej budowa nie była wolna od kontrowersji. Małżonkowie poszukując funduszy na dokończenie budowy zachęcali potencjalnych darczyńców ulotką do datków na rzecz „Wsi obciążonej do dziś alkoholizmem, złodziejstwem, której niesłychanie potrzebne jest miejsce wsparcia duchowego i odnowy moralnej”. Koło sprawy zrobiło się głośno i nieprzyjemnie, ale środki udało się zebrać i kaplica służy mieszkańcom, którzy nie muszą już jeździć na nabożeństwa do Kazimierza Dolnego.
Tego typu wspominki sprawiają, że nawet nie zauważyłyśmy, jak Wąwóz na Zanussich – krótki zresztą – podłączył się do Wąwozu na Kogutka, który wyprowadził nas na pola. I tu zachwyt: wciąż istnieją jeszcze polne drogi, przy których skrzypią uschłe nawłocie i trawy, szeleszczą bezlistnymi gałęziami brzozy, olszyny i graby. Wkrótce przed nami majaczą wśród drzew zarysy krzyża ustawionego na kopcu granicznym pomiędzy trzema krzyżującymi się drogami. Do Kazimierza, do Bochotnicy, do zamku Esterki. My wybieramy tę ostatnią, ale nie po to, by sprawdzić, czy jeszcze stoją ostatnie dwie ściany zamczyska. Chcemy przyjrzeć się kaplicy Jana Oleśnickiego – syna zbójującej onegdaj pani na bochotnickim zamku Katarzyny Zbąskiej.
Kaplica Jana Oleśnickiego
Jan Oleśnicki to nie był zwykły szlachcic. Piastował wiele wysokich stanowisk. Był kolejno posłem na sejm radomski, starostą i kasztelanem małogoskim, starostą chełmskim, kasztelanem sądeckim wiślickim, a w końcu wojewodą lubelskim. To było ostatnie jego zadanie. Zmarł w 1532r. w wieku 52 lat.
Czym była maleńka Bochotnica dla tego polityka i dyplomaty? Punktem wyjścia w świat? Nie wiadomo nawet czy tu się urodził. Bochotnicki zamek odziedziczył po matce, która przed wyjściem za mąż słynęła z organizowania napadów rozbójniczych na kupców i służbę dzierżawcy starostwa kazimierskiego. Czy ta legenda, czy może piękno okolicy sprawiły, że Jan zrezygnował z rodowego nazwiska na rzecz nowego – utworzonego od nazwy miejscowości. Wiadomo, że Bochotnicki troszczył się o spadek po matce, odbudowując warownię w stylu renesansowym. Gdy zmarł, wdowa po nim tu właśnie, niedaleko zamku poleciła wznieść czworoboczny, parterowy grobowiec – mauzoleum, wzorowany architektonicznie na Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Tam właśnie złożono doczesne szczątki Bochotnickiego, chociaż kaplica była pod wezwaniem św. Anny – zapewne ku czci fundatorki – małżonki Anny de domo Herburt.
-Kaplica ta częścią z kamienia, częścią z cegły stawiana i po wierzchu tynkowana; znajduje się pod nią grób murowany, a obok była niegdyś chatka w której przemieszkiwał pustelnik – czytamy w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z końca XIXw.
Dziś nie ma śladu po tynkach ani po chatce pustelnika. Zrujnowana kaplica bardziej przypomina resztki spichlerza niż swój zygmuntowski pierwowzór. Ale kiedyś musiała zachwycać także ze względu na położenie.
– Widok ztąd na dolinę i na przeciwległe wzgórza gęsto lasem zarosłe, zachwycający. Ruiny te i malownicza dolina bochotnicka stanowią cel wycieczek dla zwiedzających pobliskie Puławy, Kazimierz i dla przyszłych gości zakładu kąpielowego w niedalekim również Nałęczowie – pisze autor artykułu „Bochotnica mała” w Słowniku geograficznym…
Grobowiec Esterki
Być może to wszystko sprawiło, ze kiedy czas zatarł pamięć o Janie Bochotnickim kaplicę zaczęto uważać za grobowiec Esterki. Dopiero w wyniku badań zleconych przez księżnę Izabelę Czartoryską rezydującą w pobliskich Puławach okazało się, że jest to miejsce spoczynku Bochotnickiego. W krypcie znaleziono bowiem zetlałą trumnę ze szczątkami i złotym sygnetem z herbem Dębno.
-Można powiedzieć, że kaplica była pierwszym obiektem objętym amatorskimi wykopaliskami archeologicznymi – mówi historyk Paweł Szydłowski.
Gdzie są teraz te pamiątki? Dalej spoczywają pod kupą gruzu?
Na Pajurę
Pozostawiamy ruiny kaplicy i polną drogą kierujemy się do wąwozu Na Pajurę, zwanym także Brzeziny czy Grabina. Wyłożona płytami betonowymi głębocznica wije się w dół wewnątrz pionowych ścian lessu, którego płową barwę czasem przełamuje szmaragdowy kolor pleśni. Surowo tu jakoś i nieco mrocznie. To nie Korzeniowy Dół, przyjazny i ciepły. Chociaż miejsce to omijają legendy, lepiej wędrować tędy w towarzystwie…
Kiedy opusczamy wąwóz, skręcamy w lewo i znowu w lewo, by wrócić do miejsca, gdzie pozostawiliśmy auto. Za nami blisko 4,5 km, które pokonaliśmy w około półtorej godziny. Zmęczeni?
Czytaj także:
Spacerkiem: Dwie głębocznice i jeden wąwóz>>>
Spacerkiem po okolicy: Nałęczowskie wąwozy i zaułki>>>
Spacerkiem do komety>>>
Spacerkiem: Do ruin willi Graffa i Albrychta>>>
Spacerkiem: Tam i z powrotem>>>
Spacerkiem: Zajrzeć pod podszewkę>>>
Spacerkiem: Sarnim tropem>>>
Spacerkiem: Godzina długich cieni>>>





Czuję, że zostanę na dłużej.Zatrzymałem się przy tym wpisie na dłużej. To podejście do tematu było rzadko spotykane – i dobrze. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat.