Spacerkiem: gdzie diabeł nie mówi dobranoc

Zapraszamy w wąwozy. Tym razem w Kwaskówkę. Pięciokilometrowy spacer zajmie nam około półtorej godziny, nie licząc drogi z rynku do krzyża na ulicy Kwaskowa Góra, gdzie zaczynamy.

Ta trasa chodziła za mną od dawna. Na tyle długo, żebym w końcu ja poszła za nią, a dokładnie: bym po raz kolejny przeszła się Kwaskówką. Tam diabeł nie mówi dobranoc.

Przydrożna figura

U wejścia do wąwozu Kwaskowej Góry stoi po lewo wysoki drewniany krzyż z wyrytą na nim datą 1892. W towarzystwie dwóch wiekowych lip jest ledwie widoczny. W historii tych drzew – pięknych jeszcze przed wojną – zapisał się sierpień 1944r. Zostały ścięte przez niemiecki pocisk zza Wisły.

-Jak się kto przyjrzy, to się dopatrzy, że dzisiejsze drzewa to są tylko odrosty… – mówią miejscowi.

Czerwony Kapturek

Droga, którą idziemy pomiędzy domami, bardziej kojarzy się z osiedlem niż dzikim wąwozem. Szeroka ulica. Równo ułożona kostka. We właściwy klimat wprowadza nas dopiero „Czerwony Kapturek”. Miniaturowa kawiarenka w stylu jak najbardziej kazimierskim z czasów „Dwóch księżyców” Marii Kuncewiczowej. Mała tak, że zaledwieś wszedł, zniżasz głos aż po szept. Miejsce jak bajki. Ale pamiętajmy, że jest to też bajka o złym wilku, a przed nami wąwóz, gdzie możemy spotkać diabła…

Kwaskówką

Zostawiamy Czerwonego Kapturka w towarzystwie innych miłośników lemoniad z owocami i listkiem mięty i wchodzimy w wąwóz. Kostka ustępuje miejsca betonowym ażurom, litościwie przysłanianym przez pierwsze opadłe liście lip. W intensywności żółcieni zaczynają konkurować ze słonecznymi kleksami na lessowych skarpach. W powietrzu czuć zapach późnego lata…

Wąwóz, którym idziemy, to tak naprawdę głebocznica. Wyjeździły ją niegdyś koła furmanek ze zbożem, ziemniakami czy innymi plonami zebranymi z kazimierskich pól. Widać to chociażby po mniej lub bardziej stromych podjazdach wyprowadzających na pola właśnie. Dziś rosną tam jednak maliny czy coraz częstsze w okolicy winorośle.

Gdzie diabeł nie mówi dobranoc

Droga cały czas pnie się pod górę. Lessowe zbocza stają się coraz wyższe i wyższe, jakby chciały nas pochłonąć. Samotność uruchamia wyobraźnię. Przecież gdzieś tutaj coś wyrywało woźnicom baty i z dzikim śmiechem odrzucało precz.

Mijają nas rowerzyści. Jest już raźniej.

Przed nami kapliczka. Zniebieściała Matka Boska Częstochowska spogląda zza szkła drewnianej szafeczki na leciwym dębie. Pod nią czyjaś ręka urządziła półeczkę – ołtarzyk. Stoją tu bukiety nie mniej wyblakłych kwiatów i świece zamknięte w szkle cmentarnych lampionów. Nie chciałabym zobaczyć takiego światła tutaj w nocy…

Ale przecież to miejsce ma wielką moc. Odbiera siłę diabłu, który kiedyś straszył tu woźniców okładających batem swoje konie. Chociaż gdyby się tak zastanowić, to ten „kwaskowy diabeł” zdaje się być „częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”

„O kogucie, diable i inne kazimierskie legendy”
Wśród sadów

Wychodzimy na wierzchowinę. Dalej trasa biegnie wśród malinowych chruśniaków i sadów uginających się pod ciężarem jabłek i ususzonych niezerwanych wiśni… A potem odsłania widok na ścieżaj, dając odpoczynek oczom i duszy… Na przeciwległych wzgórzach majaczy wieża telewizyjna. Dobry punkt orientacyjny dla tych, którzy myślą, że właśnie się zgubili… Spokojnie. Jesteśmy w Kazimierzu.

Na rozstaju dróg pod wielkim dębem wybieramy tę po lewo. To droga Na Kiljana. Po chwili i ona werżnie się głębocznicą w lessowe podłoże. Złote kwiatki niepozornego niecierpka już przekwitły i uformowały drobniutkie strączki, które pękają pod muśnięciem wiatru rozrzucając swoje nasionka naprawdę daleko hen!

Kończymy nasz spacer przy miejskim parkingu za Korzeniowym Dołem, który wciąż jest zamknięty dla zwiedzających. I odpoczywa.

Czytaj także:

Spacerkiem: zamiast Korzeniowego>>>
Spacerkiem po Kazimierzu – wąwozy>>>
Spacerkiem po okolicy: bochotnicka pętelka>>>
Spacerkiem: Dwie głębocznice i jeden wąwóz>>>
Spacerkiem do komety>>>
Spacerkiem: Do ruin willi Graffa i Albrychta>>>
Spacerkiem: Tam i z powrotem>>>
Spacerkiem: Zajrzeć pod podszewkę>>>
Spacerkiem: Kiedy zakwitną jabłonie>>>
Spacerkiem: Sarnim tropem>>>
Spacerkiem: Godzina długich cieni>>>
Chodźmy Na Pajurę>>>
Szlakiem Adalberta>>>
Spacer śladami Kazimierza Wielkiego i Esterki>>>
Gdzie straszy duch partyzanta?>>>
Kocim krokiem, kocim tropem>>>
Jakie jest moje ulubione miejsce w Kazimierzu?>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *