Pójdźmy wszyscy do stajenki…

Jak przekazuje tradycja, nowo narodzonego Jezusa witały w szopce także zwierzęta. Jakie? Zajrzyjmy do stajenki. Może znajdziemy tam… kozę kazimierską?

Trwa wigilijny wieczór. Za nami uroczysta kolacja i życzenia przekazane wraz z białym opłatkiem. Na choince skrzą się światełka. Przyjrzyjmy się uważniej szopce betlejemskiej, która jest symbolem cudu, jaki wydarza się nieodmiennie każdej bożonarodzeniowej nocy. W jej wnętrzu oprócz Postaci Centralnych są zwierzęta. Jakie?

Wołek, wołek, wołek i osiołek.
Dzieciątko w żłóbeczku.
A w stajence chłód.
Kto stworzył świat cały?
Tylko jeden Bóg
!

Tak Promyczki Dobra w znanej dziecięcej kolędzie współczesnej wymieniają zwierzęta, które wprowadził do pierwszej w historii żywej szopki św. Franciszek. A było to w nocy 25 grudnia 1223 r. w pobliżu górskiej wioski Greccio…

Nowo narodzonego Jezusa witały zwierzęta

A owieczki? Przecież Pan, który się właśnie rodzi, ma być Dobrym Pasterzem. Tak więc i one muszą się znaleźć w stajence. A wielbłądy? Jak mówi tradycja, to na nich przybyli do Nowonarodzonego trzej królowie – magowie.

Z czasem w szopkach pojawiają się najróżniejsze zwierzęta w zależności od regionu. W Meksyku – lamy, w Kenii – zebry, w Chinach – małpy, a w Australii nawet pająki! W krakowskim ZOO w szopce zobaczymy w tym roku owce kameruńskie, kozy waliserskie, osiołka, kucyki, kozy karłowate, alpaki i lamy. 

Jakie zwierzę powinno pojawić się w kazimierskiej szopce?

Idąc tym tropem, warto by się zastanowić, jakie zwierzę powinno pojawić się w kazimierskiej szopce. Czarne, rogate, o złotych oczach… To wcale nie jest diabeł z jasełek. To koza zwana nie wiadomo czemu kazimierzowską, a nie kazimierską. Swego czasu kozy były tu hodowane powszechnie. Były niemalże symbolem Kazimierza, chociaż to nie one trafiły do miejskiego herbu. Pasły się wszędzie. Także na Górze Trzech Krzyży. Dla ks. Szepietowskiego – mecenasa artystów, współtwórcy Towarzystwa Przyjaciół Miasta Kazimierza Dolnego – były jednak symbolem małomiasteczkowej biedy. I to dlatego wypowiedział im prawdziwą wojnę. Miejska anegdota głosi, że ksiądz strzelał do kóz z dubeltówki, a ich gospodarz otrzymywał finansowe zadośćuczynienie. Podobno gdy w końcu kóz w Kazimierzu zabrakło, niektórzy przedsiębiorczy mieszkańcy przywozili dla tegoż zadośćuczynienia rogate zwierzęta zza Wisły. Wojna więc była wygrana.

Powrót kozy kazimierskiej

Czy Kazimierz z tego powodu stał się bogatszy? Na pewno biedniejszy o jedną z rodzimych kozich ras, którą dopiero w XXIw. postanowiono odtworzyć. Dla potomnych. Od dekady próby restytucji tej rasy prowadzą pracownicy Zakładu Hodowli Owiec i Kóz SGGW w Warszawie.

-Rodzime rasy kóz są dziedzictwem hodowlanym naszego kraju, dlatego trzeba je otoczyć szczególną opieką i przekazać następcom – czytamy w artykule „Kozy kazimierzowskie – rodzima rasa Doliny
Środkowej Wisły”
.

I taką opiekę znajdują kozy kazimierskie niedaleko Kazimierza. Po drugiej stronie Wisły w miejscowości Kolonia Góra Puławska.

-Pewnego dnia trafiłam na artykuł o niechcianych kozach kazimierzowskich. Kozy te pasały się niegdyś na wzgórzach w naszej okolicy, a ich ,,walka” z ks. Szepietowskim o Górę Trzech Krzyży w Kazimierzu Dolnym stanowi do dziś legendę przekazywaną turystom podczas zwiedzania Miasteczka – pisze właścicielka stada kóz kazimierskich Anita Bartoszek na profilu Czarna Perła. – Niestety po II wojnie światowej ludzka ręka zastąpiła tę lokalną rasę bardziej ekonomicznymi krowami zza wschodniej granicy. No cóż, rasa ta charakteryzuje się przeciętnością zarówno pod względem produkcji mleka, jak i mięsa. Ale czy tylko o to chodzi?

Czarne perły

Najwyraźniej nie o to, skoro 3 lata temu w gospodarstwie państwa Bartoszków były cztery kozy, a dziś – ponad trzydzieści! A całe stado nakierowane jest na restytucję gatunku kozy kazimierzowskiej. To pierwsze na Lubelszczyźnie gospodarstwo, które przystąpiło do programu restytucji tego gatunku.

-Chodzi o to, że w procesie odzyskiwania rasy stopniowo stawia się coraz większe wymagania – mówi Pani Anita. – Kozy, które były świetne kilka lat temu, a mają dobrze dobranego samca, dają potomstwo jeszcze bardziej zbliżone do ideału odzyskiwanej rasy. Tym samym mają mniejszą wartość hodowlaną niż ich dzieci czy wnuki. Jeśliby brać pod uwagę opłacalność hodowli, to trzeba ciągle wymieniać zwierzęta – zostawiać sobie młode, sprzedawać stare. My natomiast te pierwsze kozy, które kupiliśmy 3 lata temu, mamy nadal, mimo że z roku na rok ich wartość spada, bo rodzą się lepsze, bardziej kudłate, z lepszymi rogami, bez łat.

Chodzenie z kozą

Kozy kazimierskie, o których Pani Anita mówi z miłością: kozuchy, dostarczają swoim właścicielom wiele radości.

-Uwielbiają kombinować. Jest na przykład jedna, która otwiera furtki. Skoble muszą być zabezpieczone łańcuchem i haczykiem, bo inaczej wszędzie wejdzie – mówi pani Anita. – Nazywa się Drewienka. Jest z tych ostatnich. W hierarchii więc trzyma się lekko z boku. Ale jak trzeba włam zrobić, to inne zapominają o tym i suną biegiem za nią. Najlepiej tam, gdzie nie wolno, to znaczy, gdzie ukryta jest jakaś limitowana pasza – śmieje się pani Anita.

Drewienka mogłaby być więc inspiracją do obrzędu chodzenia z kozą. Zwyczaj ten był niegdyś powszechnym sposobem kolędowania na lubelskich wsiach od Bożego Narodzenia aż do święta Trzech Króli. Kolędnicy, wchodząc do chałupy, wykonywali przedstawienie, w którym koza wesoło tańczy, skacze i się przewraca, ale wstaje. Jest jak przyroda, która zimą obumiera, a na wiosnę odradza się na nowo.

Koza jest więc obecna w obrzędowości bożonarodzeniowej. Także koza kazimierska. Dlaczego więc jej figurka nie miałaby znaleźć się w betlejemskiej stajence?

Czytaj także:
Kazimierz Dolny na Święta>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *