Sobota w Kazimierzu upłynęła pod znakiem wyprzedaży. Na Małym Rynku zorganizowano pierwszą chyba w historii Miasteczka Garażówkę. Tekst Kazimierzanki Beaty Kiss – Orskiej.
Pierwsza w Kazimierzu „garażówka” odbyła się wczoraj. Wystawiliśmy, my mieszkańcy, to wszystko, co zalegało nam w szafach i na strychach: książki, buty, sukienki, ramki, obrazki, firanki szydełkowe i klockowe obrusiki. Można było nawet kupić stare urządzenie, może z lat trzydziestych – czterdziestych, rodzaj aparatu do masażu? Zestaw szklanych rurek, jakby grzebyczków, chyba taki sam, jakim Francin u Hrabala leczył panią rzeźnikową z pijaństwa. Czesał ją takim grzebieniem, po długich do ziemi włosach, po których przelatywały iskry. Taki aparat w domu to skarb! I jeszcze były planszówki i torebki na wino i czosnek niedźwiedzi świeży i w słoiczkach, korale, bransoletki i komplet narzędzi stolarskich, przedwojenny, taki, co to już takich mało, itp.
Na co dzień, jak to w małym miasteczku, nie wszyscy ze wszystkimi się lubią, a jednak nie było ani jednego spięcia, przykrego słowa i nikt nikogo nie ugryzł w łydkę. Wszyscy, absolutnie zgodnie, podporządkowali się prośbom organizatorów. Stoiska na czas zostały sprzątnięte, śmieci w woreczkach zabrane do domów.
Było pięknie! Poznaliśmy się, bo byli wśród nas ludzie od niedawna zamieszkali w Kazimierzu, i to było miłe. Każdy na każdym stoisku sprzedał coś, mniej lub więcej. Każdy zadowolony i nie boję się napisać, szczęśliwy. To był naprawdę piękny dzień. I jeszcze na końcu były nagrody: serduszka-naklejki za „urodę”stoiska.
Ja osobiście kupiłam czosnek niedźwiedzi w oliwie w pięknym słoiczku z ręcznie opisaną etykietą przewiązany prześlicznie szpagatem z pękiem wiórków i żołędziowych czapeczek. Małe dzieło sztuki! I jeszcze owieczkę białą od mojego kolegi Ignacego.
Tekst: Beata Kiss-Orska
Czytaj także:
Akacje ocienią Mały Rynek?>>>
Garażówka. Razem dla siebie>>>
Getto zaczyna się również od języka…>>>



