Noc. Cisza. W ciszy zimowego Miasteczka szarpanina. I znów cisza. Młody, zakapturzony człowiek opuszcza kamienicę. Potyka się o wiadro. Wiadomo, remont. Przyspiesza kroku i niknie w mroku. Noc. Cisza. Tajemnica. Historia, jakich wiele.
– A Maniek gdzie? Znowu zapił? On za bardzo imprezowy nawet do budowlanki – wychrypiał Walasiak.
– Może w końcu dziewuchę dorwał hhhhh – zaśmiał się Misio.
– To do roboty powinien przychodzić. Zarobić by mógł. Ech z tym remontem, wszystko pod górkę, jakby nas kto przeklął – z beznadzieją w głosie podsumował Walasiak.
Remont kamienicy trwał długo. Za długo. Trzy razy już przekładano termin odbioru. Niestety w przypadku tak dużych inwestycji w zabytkowych budynkach, pojawia się wiele niespodzianek. Kłody pod nogi, jak to mówią. Czego się ekipa dotknęła, to się sypało. Żeby się tylko budżet zamknął – szeptano po korytarzach Urzędu Gminy.
-Ale ładny domek, taki rrrróżowy.
– Jaki różowy? – co ty mówisz Alu – Chodź, spóźnisz się do przedszkola.
– Rrrrróżżżowy! Jak mój konik. Rrrróżowy!- zaśmiała się Ala. Wyraźnie bawiła ją sytuacja i wykorzystywała ją do ćwiczenia świeżo opanowanej litery R.
Maria Parka przystanęła. Ale jak to – pomyślała. Kamienica zawsze była beżowa czy kremowa i po remoncie dalej tak będzie. Zerknęła na budynek. Faktycznie był jakiś taki… no, różowy!
– Król jest nagi, wyszeptała Maria – dziecko zawsze zauważy. Ciekawe, czy Wojewódzki Konserwator Zabytków zauważy. I co na to powie, jak już to zarejestruje. Dom wariatów.
-Słuchaj, ale tu się nie da ukryć, że ona jest różowa – powiedział kierownik działu inwestycji.
-I co? Mamy nie przyjmować odbioru? Musimy skończyć ten remont. Ludzie chcą normalnie mieszkać – z beznadzieją wyszeptał burmistrz.
– Przyjąć warunkowo i niech przemalują – stwierdziła pani Krysia, sekretarka idealna. Ze wszystkim sobie potrafiła poradzić. I dla każdego miała dobrą radę.
– Przyjmujemy, a Budimex przemaluje na własny koszt. Pod kontrolą konserwatora – zakończył burmistrz.
Noc. Cisza. W ciszy zimowego miasteczka szarpanina.
– Maniek, nie wygłupiaj się – krzyknął Patryk – czego Ty chcesz ode mnie?
– Zostaw ją, dla Ciebie to tylko zabawa, a to moja siostra!
– Uspokój się, nic się nie stało, popiliśmy, no wiesz…
Maniek zamachnął się, Patryk go odepchnął. Obaj, pijani, potykali się na foliach malarskich i puszkach z farbą. Patryk po raz kolejny odepchnął kolegę. Maniek upadł na mieszarkę do farb. Już nie wstał. Z rany na głowie trysnęła krew. Na puszki z farbami, na kadź z mieszarką farb. Patryk podbiegł do kolegi.
– Maniek, Maniuś, co Ci…
Mijały minuty, kwadranse. Patryk nie mógł się ruszyć. Posprzątać, zatrzeć ślady. Jutro leją beton w piwnicy – pomyślał Patryk. Zawlókł zwłoki do piwnicy. Wylał pierwszą warstwę betonu. Jutro poprawią. Tylko krew posprzątać.
Tylko ta farba… Jakaś taka różowa.
Wasza Róża Nowogrodzka
Czytaj także:
Lektura na weekend: Zwłok>>>




