Proponujemy Państwu jako Lekturę na weekend opowiadanie Kazimierzanki Weroniki Romańskiej „Letni wieczór”. To ciekawe studium z życia Miasteczka.
Letni wieczór
Na tyle letni, że gdy zrobiło się ciemno, zrobiło się także późno. Na tyle ciepły, że bluza wystarczy, a cisza jest jedną z nieosiągalnych stanów istnienia. Wychodzę z pracy i siadam z kolą na rynkowej ławce. Wieczorny rytuał papierosa przed powrotem do domu. Lubię, gdy dźwięk otwieranej puszki okrąża podcieniami rynek i wraca do mnie w trochę głośniejszej, rozwlekłej wersji echa.
Tym razem znane melodie zakłóca para, która bije się niedaleko studni. Bije – może być trochę na wyrost powiedziane. Kobieta z klapkiem w ręku okłada nim mężczyznę po górnych partiach pleców, barku i wyraźnie nie mogąc doskoczyć do głowy zaczyna piszczeć i wali go z jeszcze większą siłą tam, dokąd doskakuje. Mężczyzna próbuje uciec przed uderzeniami, chroni głowę własnym ramieniem i stara się odsunąć od kobiety, ale wyraźnie przeszkadza mu w tym grawitacja. Szarpanina tych dwojga przesuwa się w kierunku podcienionej kamienicy, teraz widzę ich wyraźniej na tle oświetlonej ściany. Kobieta wciąż nie mogąc dosięgnąć butem twarzy mężczyzny krzyczy przez łzy:
– Spierdoliłeś mi wakacje! Wracam do domu! – odwraca się od niego, szybkim krokiem przemierza rynek, aby zniknąć w bocznej ulicy.
A, czyli jednak to turyści – wnioskuję. Początkowo wydawało mi się, że pochodzą stąd, że urodzili się w tym mieście, przesiąknęli jego depresyjnym klimatem.
Może chodziło jej o buty. Niewygodnie się chodzi po bruku w jednym bucie. Mogłam do niej krzyknąć, żeby ściągnęła drugiego. Przyglądam się przez jeszcze chwilę, jak mężczyzna idąc za nią chwiejnym krokiem próbuje ją dogonić i po chwili znika w cieniu tej samej ulicy.
Zza kamienicy wygląda zupełnie inny facet, o zupełnie innych ruchach i kroku. Przemierza rynek i siada na ławce obok mnie prostując nogi. Wygląda to trochę, jakby wrócił do domu i rozsiadł się na kanapie przed telewizorem. Widzę go pierwszy raz, a on bez żadnego wstępu zaczyna do mnie mówić:
-Strasznie się zakochałem. Myślałem, że już nigdy mnie to nie spotka. Oboje przeszliśmy swoje. Mam dwójkę dzieci, ona też dwójkę. Są nawet w podobnym wieku. Kiedyś nawet nie pomyślałbym, że ktoś taki mógłby mi się podobać. Wy, kobiety, wchodzicie w średni wiek wcześniej niż mężczyźni. A i ten piskliwy głosik, drażni mnie, jak jakieś durne dzwoneczki, ale myślę wciąż o tym, że chciałbym do niej co chwila dzwonić.
-No i odległość. Mieszkamy w innych miastach, ale nie na tyle daleko, żeby to była odległość nie do pokonania. Przyjechałem tu się zastanowić. A co pani o tym myśli? – pyta, a ja nie wiem, czy on dopiero zaczyna, czy już kończy swój monolog. Uśmiecham się tylko w odpowiedzi.
– Nasze córki mają podobne imiona. Malwina i Marlena. My mamy nawet pieprzyki w tych samych miejscach. Ale jednak bardzo się boję tego związku. Co pani o tym myśli? – znów pyta.
– Myślę, że rozsądnym jest nie bać się niczego.
W tej samej chwili z bocznej ulicy wyłania się para, którą już widziałam. Tym razem mężczyzna trochę już żywszym krokiem przemierza rynek po przekątnej, a za nim, lekko utykając, biegnie kobieta, która nie zrezygnowała jeszcze z zamiaru przywalenia mu butem w twarz. Tym razem oboje krzyczą. Ona, żeby spierdalał, a on, aby się odpierdoliła. Zdaje się, że zmieniła buta w dłoni z lewego na prawy.
Bardziej czuję, niż widzę minę tego gościa, który się przysiadł. Odwracam się do niego, patrzę mu w oczy.
-Mówiłam. Miłość jest bezwzględna.
Chwilę zajmuje, zanim oboje zaczniemy się śmiać ze tej sceny. On zrozumiał, że gra w niej pierwszoplanową rolę, ja cieszę się, że mogłam zabłysnąć. Podoba mi się jego śmiech, brzmi prawie tak przyjemnie, jak odbity od ścian dźwięk otwieranej puszki z kolą.
Weronika Romańska
Rocznik 1987. Debiutowała w 2012 r. w czasopiśmie „Powiat Słupski”. Debiutancki tom poezji „Dziwczynienie” ukazał się w 2019 roku. Mieszka i tworzy w Kazimierzu Dolnym.
Czytaj także:
Lektura na weekend: Ten kolor…>>>
Lektura na weekend: Zwłok>>>
Lektura na weekend: Wierzba>>>
Lektura na weekend: Deplima>>>
Lektura na święto: Cień>>>
Lektura na Dzień Dziecka>>>




