Lektura na weekend: Deplima

Zapraszamy Państwa do kolejnej lektury prozy Jana Palu. Tym razem przeniesiemy się w czasy starożytnego Rzymu. Opowiadanie nosi tytuł „Deplima”.

Deplima

Uciekała dzień i noc. Dwa dni temu na przyjęciu u Julii zachowała się nieostrożnie. Wypiła sporo pucharów wina, jak nigdy dotąd, a rozwiązany język powiedział zbyt wiele.
– Byłabym lepszą władczynią Rzymu niż śpiewający Cesarz… – Po czym wybuchnęła śmiechem.
To zabrzmiało jak wyzwanie. Rozmowy przy stole nagle ucichły. Zapadła martwa cisza. Tym bardziej, że on miał na takich przyjęciach zawsze swego człowieka…

Neron,

panicznie bojący się spisków wśród arystokracji, zareagował natychmiast.
-Córka Septimusa zostanie bezzwłocznie pojmana i osądzona za zdradę!
Jednak na Palatynie miała Deplima cichą przyjaciółkę. Jeszcze tej nocy Lucilla przyszła z ostrzeżeniem.
-Uciekaj albo zginiesz! Jesteś na liście proskrypcyjnej!
Dla Septimusa jego jedyna córka była całym światem. Rok temu zmarła żona. Miał tylko ją, Deiplę – jak na nią pieszczotliwie wołał.
-Weź te srebrne sestercje, tylko je ukryj! Odprowadzi cię Ancillus! Wiesz dokąd?
Wiedziała. Na czole poczuła jego szybki pocałunek, odprowadził ją wzrokiem pełnym lęku.
-Jeśli ktoś mógłby pomóc mojej Deipli ,to chyba tylko ten farbiarz – pomyślał.

Szli

przez obskurne dzielnice Rzymu. Tu rzadziej zapuszczali się pretorianie. Ancillus, najbardziej zaufany z wyzwoleńców, swym wzrostem i krzepą odstraszał mężczyzn szukających nocnej uciechy… Hałas i wszechobecny zapach czosnku. W tej metropolii zawsze jest głośniej nocą niż za dnia. W nocy rządzą Rzymem dostawcy. Tysiące wozów ciągną z zaopatrzeniem. Jakaś pięciopiętrowa czynszówka przechyliła się niebezpiecznie na jedną stronę. Ludzie woleli spędzić noc koło swej ruiny niż w niej. Nagły, głośny płacz niemowlaka wystraszył ją. Przyśpieszyli kroku. Byli już blisko Tybru. Spojrzała na górę z Palatynem. Setki pochodni rozświetlały okolicę. Władca świata bawił się.

Wskazał

na coś ręką. W oddali majaczyły Góry Sabińskie. Ich cel. Byli wiele godzin w drodze. Uciekali na
dwóch osłach z przytroczonymi workami z proszkiem. Z tych proszków po zmieszaniu z wodą powstawały
kolorowe farby do tkanin. Była zmęczona, ale starała się tego nie okazywać. Zamyśliła się. Zawstydzenie przyszło chwilę potem. Na Amitusa patrzyła często z góry. W myślach nazywała go złośliwie.
-Prope Nullus – Prawie Nikt.
Chodził zawsze brudny, jak to farbiarz. Poza tym farbiarze nie pochodzili z arystokracji, a ona owszem tak!

Jako mała dziewczynka często schodziła z nianią i Ancillusem na brzeg Tybru, gdzie bywał i on. Zrobił dla niej maleńką huśtawkę na gałęzi pochylonej wierzby, a z rzeki wyciągał przeróżne kamyczki i ciągle o nich coś prawił.
-Co za nudziarz!
Niemniej podobało jej się to, że zawsze chciał się z nią bawić. Gdy ją ujrzał nad rzeką, wyraźnie się ożywiał. Umorusany podchodził do niej z respektem i nadzieją. Coś mu jednak podpowiadało, że ta dziewczynka
jest z całkiem innego świata…
Ale tak było kiedyś…

Deplima

spojrzała na skupioną twarz Amitusa. To do niego bez większego wahania zbiegła, w jego obecności czuła się zawsze jakoś swojsko i bezpiecznie. W arystokratycznych rezydencjach czaiły się teraz zdrada i śmierć. Nikt nie pomoże proskrybowanej. Wręcz przeciwnie! Zostałaby pojmana i przekazana na Palatyn. Neronowi.

Amitus zrobił wielkie oczy, widząc ją w środku tamtej nocy u swych drzwi. Szybko powiedziała co się stało. -Nie mamy czasu! Przebierz się! Tu jest szata mojej mamy. Zaraz ufarbuję ci włosy! Musisz inaczej wyglądać!
Deplima, co było rzadkością w Rzymie, była blondynką. Już po niecałej godzinie jej włosy były czarne jak heban. Zabrał jej wysokie koturny, w sandałach była dużo niższa. Tułów opięty zgrzebnymi szmatami stał się grubszy. Wywar z gorzkich ziół spowodował, że jej twarz wyraźnie poszarzała. Kiedy zbliżył się do niej z jakąś woskową mazią, stanowczo zaprotestowała. Przerwał jej bez ceregieli:
-Chcesz żyć czy być piękna? – zapytał.
Chciała żyć. Wosk ściemnił i pomarszczył jej jasną twarz, która robiła teraz wrażenie wyraźnie starszej.

Amitus

miał przyjaciela w Górach Sabińskich. Z pasterzem owiec, Certusem, znali się od dawna. I zawsze dobrze się rozumieli. Amitus i Deplima parli uparcie na południowy – wschód od Rzymu. Góry były coraz bardziej widoczne. Za dnia odpoczywali w leśnych ostojach i wapiennych pieczarach, z dala od głównego traktu. Poruszali się głównie nocą. Jechali albo szli obok jego osłów. Do wioski Certusa było coraz bliżej. Amitus spojrzał przelotnie na Deplimę. Widać było jej wielkie zmęczenie i niepokój w oczach. Zarządził wcześniejszy odpoczynek. Wyciągnął dla obojga porcję daktyli oraz suszonego mięsa. Woda z podłużnych dzbanów, które niosły osiołki, była dla wszystkich. Także dla zwierząt. Szczęśliwie, trawy dla jego
osiołków było wszędzie pod dostatkiem. Po posiłku wyraźnie poprawił się obojgu humor.
-Będzie dobrze ! Certus to sprawdzony przyjaciel! – Amitus rozwiewał wątpliwości Deplimy.
Położyła się na legowisku w niewielkiej pieczarze na szmatach ostro pachnących farbami, woskiem i czymś tam jeszcze. Pod głowę wsunął jej gruby wełniany zwitek i przykrył grubym kocem. Cicho wyszeptała.
-Dziękuję.
Amitus poszedł rozsypać trochę sproszkowanej farby z dala od ich legowiska – wolał, by wilki trzymały się z daleka.

Deplima

nie mogła zasnąć. Znów przypomniała sobie ostatnią rozmowę z tatą.
-Twoja matka kazała, bym coś ci powiedział.
-Co takiego, tato?
-Widzisz, córciu…
-Tak?
-Nie wiem jak zacząć…
-Hej, tato, wykrztusisz wreszcie?! Zawsze rozmawialiśmy otwarcie i szczerze. Co cię boli?
-Pamiętasz tamte lata w Galii Narbońskiej ?
-Czy pamiętam? Tam, w Massalii było cudownie!
-Tylko nie mów mi znowu, że w Galii nawet niebo było piękniejsze niż w Rzymie!
-Wiesz dobrze, tato, że w Massalii wszystko było piękniejsze! I chmury, i niebo, i słońce, i morze też! Tam
też poznałeś przemiłą Nandinę, miejscową arystokratkę, córkę senatora Quintusa. Czyli moją przyszłą mamę.
-Deipla, moje kochane dziecko… Było trochę inaczej…
-Nie rozumiem… Co było inaczej?!
-Twoja mama, Nandina, nie była córką senatora Quintusa… była…
-Słucham?!
-Widzisz, Deipla, to było tak… Twoją matkę wyzwoliłem krótko po tym, jak…
Deplima przestała słuchać i słyszeć. Zrobiło jej się niedobrze. Czuła, jak świat wiruje jej przed oczami. Cicho i bez życia wyszła z atrium. Postanowiła, że tym razem solidnie zabawi się u Julii i nie będzie oszczędzać wina.

Nad ranem

ruszyli dalej. Do wioski Certusa było już niewiele. Tuż przed nią zobaczyli jednak coś, co ich
zmroziło. W świetle gasnącego księżyca dostrzegli ich.
Pretorianie…
Wiedzieli, że to się może stać i że muszą zachować zimną krew. Ustalili też po drodze, że Deplima będzie udawać trochę głupią chłopkę, co się jąka i bardzo słabo mówi. Amitus wielokrotnie to z nią ćwiczył.
Są chwile, które się ciągną w nieskończoność. Tak było teraz…

Pretorianie przyglądali im się z chłodnym zaciekawieniem. Ich dowódca, centurion zapytał szorstko.
-Co wy tu robicie?
Amitus czuł, że nie da rady. Zimny pot lał się po plecach strumieniem, a w gardle zasychało…
-Idziemy do pasterza owiec Certusa, mieszka tuż za gajem oliwnym. Chciałem mu zrobić niespodziankę i ufarbować jego wełnę owczą. Zrobi ciepłe okrycia na sprzedaż.
Amitus w ostatniej chwili wykrztusił frazę, którą długo ćwiczył na wypadek takiego spotkania.
Centurion spojrzał na towarzyszkę farbiarza, która w niczym nie przypominała młodej, pięknej, wysokiej
i szczupłej blondynki, którą mieli bezwzględnie zatrzymać i doprowadzić na Palatyn.
Centurion machnął ręką, by szli dalej. Pretorianie rozstąpili się, robiąc przejście.

Gdy minęli zakręt i weszli w gęsty gaj oliwny, przyszło nagłe odprężenie. Deplima pierwszy raz się
uśmiechnęła.

Certus i jego żona Certa przyjęli ich bardzo serdecznie. W ich domu zapanowała nieskrywana radość, a
dzieci szybko zaczęły lgnąć do nowej cioci. Deplima bez wysiłku znalazła wspólny język z Certą.

Miesiąc później

Neron skończył marnie. Jego następca anulował listy proskrypcyjne poprzednika.
Deplima była ocalona. Nastał czas cudownej, bezgranicznej ulgi. Razem z Amitusem pomagali Certusowi
przy owcach i farbowaniu. Deplima prowadziła teraz nowe życie, które zaczęło jej się coraz bardziej podobać i którego nie chciała już stracić.

Amitus zaś rozumiał, że jego rola się kończy. Nie jest już potrzebny Deplimie, skoro niebezpieczeństwo
minęło. Ona wkrótce znów wróci do Rzymu i swych starych przyjaźni… W świecie arystokracji nie było dla niego miejsca. Zaczął jej unikać, tym bardziej, że pamiętał jak wiele razy go odtrącała. Nie chciał już tego !
-Pomogłem jej. Tak, to prawda. Ale czy mogłem inaczej? Czy gdybym wygonił ją wtedy z domu, mógłbym się uważać za przyzwoitego?! Nie mógłbym! Zrobiłem to, bo musiałem.

Deplima niepokoiła się coraz bardziej. Czuła, że to, co tu się tak pięknie zaczęło, wymyka się jej powoli z rąk. Wyszła wieczorem z domu. Amitus siedział na pniu i patrzył na olbrzymi, jasny Księżyc.
-Tylko Luna będzie mi zawsze wierna! – zwykł mawiać.
Gdy dostrzegł Deplimę, wstał i chciał pójść do domu. Dała mu znak, by został. Podeszła do niego i położyła rękę na jego dłoni. Udał, że tego nie zauważył. Dołożyła drugą i lekko go ścisnęła. Zaskoczony, jakby czekał. Stanęła przed nim i objęła go delikatnie, ale zdecydowanie. Tak po kobiecemu. Wtuliła się w niego. Po chwili jeszcze mocniej. Ostry zapach ziół i farb wydawał się jej najpiękniejszym na świecie. Amitus dotknął palcami jej pleców, dziwiąc się swej odwadze. Musnął delikatnie jej włosów i twarzy.
Dotknął jej policzka. Pod palcami poczuł jej ciepłe, słodkie łzy. Jego łzy spadły chwilę później.

Deplima i Amitus byli odtąd ze sobą razem. Nawet wtedy, gdy kapryśny los wystawiał ich miłość na
ciężką próbę. Ich potomków spotkasz zapewne, podróżując po słonecznej Italii.

Autor: Jan Palu

Czytaj także: Wiedział, że mu nie odpuszczą>>>

Witaj
Zapisz się na nasz newsletter

Będziesz otrzymywać informacje o ciekawych wydarzeniach

Nie wysyłamy spamu, nie przekazujemy nikomu adresów email.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *