Najczęściej w oknach widzimy kobiety. W tradycji wielu regionów Polski pozostaje starsza pani wyglądająca na podwórko, czy ulicę. Niektórzy mówili „monitoring sąsiedzki”. Ach, dzięki temu wielu spraw i tajemnic nie dało się ukryć.
Przez okno w Gdańsku wyglądała „Panienka z okienka” opisana przez Deotymę, czyli bywającą na sezonach w Nałęczowie Jadwigę Łuszczewską. Przez okienko w Lublinie wyglądała piękna złotniczanka. A w Kazimierzu?
Kazimierskie okna
Kazimierskie okna też mają swoje opowieści, snute przez przewodników. Warto poprzyglądać się, na którą stronę wychodzą, czy otoczone są przez ciekawe rzeźby, czy samotne i puste. Czasem z nostalgią patrzymy na okna, w których już nigdy nie zobaczymy znajomej twarzy. A gdyby tak cofnąć się o 400 lat…
Dawno temu w Kazimierzu
Z tęsknotą spoglądała na kazimierskie ulice Dorota Duraczowa. Młoda wdowa w oknie często wysiadywała, przeżywając swą żałobę. Na świat, ku ludziom wyjść jej nie wypadało. Toteż siedziała w swym oknie, oglądając, jak to Walenty Mazurek sługę kościelnego konewką okładał, jak Jonasz Sulc, aptekarz, przyrządzał najcudniejsze frykasy dla Anny Wojaszówny, o którą się starał wykupował, jak się Bartosz Przybyło z Jakubem Tkaczem o prawa handlu kłócili.
Pod osłoną nocy
Działo się to roku pańskiego 1613. Ciepło jeszcze było. Szykowała się Dorota Duraczowa do snu, gdy dziwne krzyki ją ku oknu przyciągnęły. Zerknęła przez uchylone okno i ujrzała cyrulika miejskiego, Ferensa, nieco pijanego, wesoło do domu wracającego, gromko podśpiewującego. Naprzeciw niego straż miejska kazimierska dziarsko kroczyła. Na przedzie burmistrz nocny Stanisław Grubka, a za nim sługa miejski Wojciech Grabowski. Burmistrz Grupka Farensa zaczepił. Dorota okna mocniej uchyliła, by słyszeć głosy mężczyzn. Burmistrz nocny ze śmiechem cyrulikowi do domu iść kazał, baby pilnować, coby się nie łajdaczyła. Na to cyrulik, na cześć swej połowicy wrażliwy, dobył kordelasika, co go za pasem miał i niewiele myśląc Grubkę dźgać zaczął. Burmistrzowi na pomoc ruszył Wojciech, ale i jemu się od cyrulika dostało.
Tumult się na ulicy zrobił. Ludziska z domów powyskakiwali, aby straży nocnej z pomocą iść. Ferens, przez nikogo nie zatrzymywany do domu ruszył.
Niemocno się domowymi pieleszami nacieszył. Świtem bladym straż nocna, w innym już składzie niż w nocy, do cyrulikowych drzwi zastukała. Zaspanego Fernsa z domu wyciągnęła i w kozie zamknęła. Źle się spawa dla cyrulika skończyła. Mimo wstawiennictwa Doroty, co przez okienko sprawę słyszała, usprawiedliwienia dla czynu niecnego nie uznano. Cyrulika Ferensa na śmierć przez ścięcie skazano i wyrok wykonano.
A co dalej?
Jeśli zainteresowała Państwa sprawa cyrulika Ferensa, odsyłamy do książki „Mieszkańcy Kazimierza Dolnego w złotym okresie miasta 1550 – 1650” autorstwa prof. Andrzeja Szymanka. Powstała, jako efekt wieloletnich studiów akt miejskich Kazimierza Dolnego. Nas zainspirowała do rozwinięcia jednej z zamieszczonych w niej historii, którą Państwo właśnie przeczytali.
Książka w twardej oprawie, pięknie wydana, liczy blisko pięćset stron. Zawiera wiele barwnych historii z życia mieszkańców Kazimierza Dolnego. Wydano ją w tym roku staraniem Towarzystwa Przyjaciół Janowca. Książkę można zakupić w Centrum Informacji Turystycznej w Kazimierzu, w Rynku, a także w CIT w Puławach, na Skwerze Niepodległości.




