Trwa 60. Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych.
Na skwerku za pocztą kobiety w ludowych strojach zakładają wysokie sznurowane trzewiki. Automatycznie pojawia się skojarzenie z babcią, która swego czasu do kościoła szła boso, by buty założyć dopiero przed wejściem do miasteczka. „Trza być w butach” – akcentowała sprawy etykiety Panna Młoda w „Weselu” Wyspiańskiego. Śpiewaczki zdejmują przewiewne sandałki, które pomagają przetrwać „upał w upale”. I dopiero teraz uzupełniają strój o buty, w których przy obecnej pogodzie, wytrzymać dłużej byłoby nie sposób. Za chwilę wejdą na scenę. Jak do świątyni sztuki…
Skwar. Upał. Żar
Skwar. Upał. Żar. Parasole osłaniające widzów festiwalowych zgodnie z swoją nazwą – „para sol” – „dla słońca”. Tak zapamiętamy tegoroczny jubileuszowy Festiwalu Kapel i Śpiewaków w Kazimierzu. Ale nie tylko tak. Na pierwszym miejscu wciąż jednak jest sztuka przodków, która porusza serca i przyciąga kolejne pokolenia podtrzymujące tradycję. Co jest w tej sztuce, która zdaje się być poza modą, a jednak fascynuje także młodych?
Co jest w tej sztuce?
-Dla mnie bardzo ciekawe jest to, że możemy nauczyć się czegoś innego, niż to, co mamy na co dzień. Możemy spędzić miło czas. Jeździmy na różne warsztaty: tańca, śpiewu, gry na instrumentach – mówi 14 – letnia Magdalena Klisowska z zespołu „Mała Tęcza”, który w tym roku zdobył pierwsze miejsce na festiwalu „Na Przydrożku” w Przewozie w województwie lubuskim i otrzymał nominację do Kazimierza, także za rok.
Dziewczęta pod czujnym okiem opiekunki czekają na swój występ w podcieniach Kamienicy pod św. Krzysztofem. Rozmawiają, piszą. Koncentrują się, jak potrafią. Są razem.
Było harmonistów wielu…
Nie opodal nad Grodarzem spotkali się harmoniści. Wokół nich wianuszek słuchaczy. Widać, że to nieformalne spotkanie. I nie mniej nieformalny koncert. Gdy harmonie na chwilę milkną, by dać wytchnienie zmęczonym palcom, wśród starszych daje się zauważyć młody chłopak z harmonią pedałową. Siedzi na cembrowinie Grodarza. Z uwagą przypatruje się starszym kolegom – muzykom. Ma 16 lat i za sobą dwukrotny występ na kazimierskim festiwalu. W tym roku jest tu jednak towarzysko.
-W tym roku przyjechałem, żeby się spotkać, porozmawiać, wspólnie pograć. Żeby nie zapomnieć. Gdy się czegoś nauczę, to już potem jest w palcach – mówi Miłosz Maśkiewicz z Piastowa. – Jestem w szkole muzycznej w klasie akordeonu, ale nie łączę tych dwóch światów.
W muzyce ludowej pociąga go autentyczność.
-To muzyka bliska sercu – mówi, chociaż w jego rodzinie nikt nie muzykował. A zainteresowanie harmonią pedałową pojawiło się… z internetu.
Jestem bliżej mojej mamy
Inni wynoszą miłość do muzyki z domu. Ludowe pieśni stają się rodzajem więzi z najbliższymi.
-Gdy śpiewam, zdaje mi się, że bliżej jestem mojej mamy, która już nie żyje kilka lat – mówi z nostalgią Anna Komadowska z zespołu „Zazulejki” z Bełżca. – Muzyka ludowa kojarzy mi się z dzieciństwem, wczesną młodością i właśnie z moją mamą. Chociaż pieśni, które śpiewam teraz są już inne.
Rajskie ptaszki
Festiwal Kapel to także Targi Sztuki Ludowej. Ludowe cudeńka znajdują nabywców wśród przybyszów z miasta. Ewoluują, by wpasować się także w nowoczesne wnętrza. Wśród tysięcy świątków, pająków, serwet, zabawek, wiklinowych koszy, kwiatów z drewna i bibuły, dwojaków, kubasków czy filiżanek znajdujemy – ptaszki. Nieodłącznie związane z festiwalem. To pierwsze zabawki, które z powodzeniem dziś mogą zdobić nasze bożonarodzeniowe drzewka.
-Maluję ptaszki, tak jak dawniej się malowało – w bajkowe kolory. Bo to były „rajskie ptaszki”. Miały czerwone plecki, zielone plecki, żółte główki. Były na nich kropkowania, paseczki zwane piórkowaniem – mówi Bogumiła Leśniak twórczyni ludowa z Suchej Beskidzkiej, tegoroczna laureatka nagrody im. Oskara Kolberga. – Ja z racji tego, że przepracowałam 40 lat w szkole, to dostrzegłam w tej sztuce walor ornitologiczny. Na potrzeby edukacji – dla dzieci – zaczęłam malować ptaszki, które podobne są do tych, które występują w Polsce, w naszej przyrodzie.
I tu płynie opowieść o żołnach, a i o dudkach, kosach i paniach kosowych. Jak wyglądają, gdzie gniazdują, jak śpiewają. I drewniana zabawka w tej opowieści ożywa!
W Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych oprócz konkursu ważne są właśnie spotkania i rozmowy. Poczucie wspólnoty. silniejsze niż upał i wszystko inne.





Przypominając sobie festiwale z przed kilku ładnych lat,zanim organizacje przejęło CSK było o WIELE lepiej.było sporo pograjków,innych atrakcji poza występami artystów,potańcówka pod namiotem była też w niedziele a od trzech lat jest z roku na rok gorzej.ujmując to jednym słowem MIZERIA.
Gdzie jest mój poprzedni komentarz?