W styczniu, w Kamienicy Celejowskiej otworzona została wystawa przybliżająca postać Bolesława Baake. Celejowska nie zwalnia tempa. W ten weekend mieliśmy okazję uczestniczyć w wernisażu wystawy o zagadkowym tytule „W Kazimierzu śpi się snem, jak w bajce o śpiącej królewnie”.
Wystawa znajduje się w galerii wystaw czasowych na pierwszym piętrze gmachu głównego Muzeum Nadwiślańskiego. Będziemy ją mogli oglądać do sierpnia.
Skąd ta królewna?
Kurator wystawy, Dorota Puchalska-Seweryn zdradziła, skąd tak niezwykły tytuł. Pochodzi z notatek malarza, Henryka Stażewskiego, bywalca Kazimierza. Jego prace wielokrotnie były prezentowane w Muzeum Nadwiślańskim. Stażewski pisał, że „W Kazimierzu śpi się snem, jak w bajce o śpiącej królewnie”. Pisał też, że „Kazimierz jest jak klasztor, w którym można znaleźć spokój […] Jest z dala od wiru świata i zgiełku”.
I taka jest ta wystawa. Na ścianach obrazy przedstawiające Kazimierz Dolny, choć są i portrety czy martwe natury. A z płócien bije niesamowity spokój i siła. I nostalgia. Bo Kazimierz już od dawna przyciąga artystów, wielu z nich fizyczne odeszło, ale dzięki swym dziełom, przetrwali.
Monumentalna wystawa
Wystawa przygotowana została ze zbiorów własnych muzeum. Obrazów zwykle poukrywanych w magazynach muzealnych. Na ekspozycji mamy okazję zobaczyć dzieła dawno niewidziane, ale i te znane tylko z kart albumów, reprodukcji czy z internetu. Wydobywa na powierzchnię obrazy niezwykle urokliwe, różnorodne, a przede wszystkim stworzone przez artystów, którzy Kazimierz kochali, albo byli w nim zakochani. W tej wystawie najważniejsi są ludzie. Malarze, ale i miejscowi. Wszyscy tworzący niezwykłą układankę indywidualności i zbiorowości. Bo wystawa ma też uczcić i upamiętnić setną rocznicę powstania Bractwa świętego Łukasza, która przypadła na zeszły rok.
Wystawa jest monumentalna, ale nie przytłacza. Obejrzymy tu olbrzymie płótna Antoniego Michalaka, Jana Zamojskiego i Stanisława Czajkowskiego. Są nazwiska ważne dla kazimierskiej kolonii artystycznej i samego Kazimierza. Mimo monumentalizmu, wystawa nie przytłacza. Jest swojska, bo ze ścian patrzy na nas Miasteczko, ale i jego mieszkańcy.
Wystawa przyciągnęła prawdziwe tłumy. Dawno na wernisażu w muzeum nie było tylu mieszkańców Kazimierza, okolic i miłośników tego miejsca. To niezwykła, magnetyczna wystawa, ale i niezwykle trudny czas dla muzeum. Były podziekowania od kurator wystawy dla ekipy wspierającej ją i współtworzącej wystawę. Były rozmowy o wystawie, o muzeum, o malarzach. Kolejny inspirujący wernisaż.
Na wystawie, obok obrazów, pojawiły się liczne fotografie, są pocztówki z Miasteczka oraz dokumenty. Ach, jedna wizyta to za mało.
Czytaj także:
Baake – zapomniany malarz>>>




