Niewiele brakowało, a spłonąłby zabytkowy młyn zbudowany w 1889 r. przez Józefa Klemensowskiego w Bochotnicy. Co się stało?
Zarzut usiłowania kradzieży z włamaniem do budynku starego młyna i spowodowania strat w wysokości co najmniej 2 tysiące złotych usłyszał 36-letni mieszkaniec Puław. Przyłapano go w piątek 21 listopada na gorącym uczynku w Bochotnicy.
Uczynek rzeczywiście był gorący, ponieważ mężczyzna, kradnąc przewody elektryczne, opalał je w roznieconym w budynku ognisku, żeby uzyskać miedź. W środku było więc aż nadto ciepło, zwłaszcza że ogień zaczął się szybko rozprzestrzeniać.
Na szczęście dym z porę zauważyli policjanci podczas służby obchodowej z Komisariatu Policji w Kazimierzu. Dzięki ich interwencji nie tylko udało się uratować budynek XIX – wiecznego młyna przed pożarem. Ale także życie sprawcy włamania, który ukrył się przed stróżami prawa na trzeciej kondygnacji młyna i omal nie uległ zaczadzeniu.
-Funkcjonariusze (strażacy i policjanci) natychmiast wyprowadzili go na zewnątrz, gdzie strażacy podali mu tlen i wezwali na miejsce karetkę pogotowia – czytamy na profilu Policja Puławska na Facebooku. – Pomocy przedmedycznej wymagali też dzielnicowi, którzy najdłużej przebywali w zadymionych pomieszczeniach.
Sprawcy włamania i kradzieży grozi teraz kara pozbawienia wolności do 10 lat. A miała być szybka kasa…
Czytaj także:
Policyjna akcja w Bochotnicy!>>>
Zamek Esterki w Bochotnicy>>>
Krwawe widma w Celejowie>>>
Co się stało we młynie>>>




